Po dwóch latach z nową muzyką wracają klasycy kunsztownie podanego elektronicznego popu znad Sekwany. Z tej okazji portal Onet.pl przeprowadził rozmowę z Jean-Benoît Dunckelem, połową duetu Air.
Do tej pory sprzedali 5,5 miliona płyt – można się spodziewać,że intrygująco zatytułowany krążek "Love 2" ten wynik znacząco poprawi.
Szóste studyjne dzieło Jean-Benoit Dunckela i Nicolasa Godina to artystycznie najbardziej niezależna płyta w historii Air. Nie dość, że powstała w należącym do muzyków paryskim studiu Atlas, to jeszcze oni sami zajęli się jej produkcją, nie korzystając tym razem z usług Nigela Godricha.
W efekcie powstał album bardziej różnorodny od swojego wysoko cenionego poprzednika "Pocket Symphony". Spora w tym zasługa silniej zaakcentowanej obecności perkusisty Joeya Waronkera, który dodał takim utworom jak "Eat My Beat" czy "Be a Bee" bardziej rockowego kolorytu. Duet nadal potrafi jednak w wyjątkowy sposób malować subtelne minimalistyczne dźwiękowe krajobrazy. Niekiedy przywodzą one na myśl dokonania samego Vangelisa, innym razem kojarzą się z Pink Floyd, zahaczają o trip-hop czy nawet jazz. A że nie jest to dzieło na miarę kultowego debiutu "Moon Safari"? Nie wszystko, co dobre, musi być od razu przełomowe.
O okolicznościach powstania "Love 2" i wyjątkowych uczuciach, jakie się z tą płytą wiążą, opowiedział Jean-Benoît Dunckel.
Skoro jest "Love 2", to gdzie się podziało "Love 1"?
JEAN-BENOIT DUNCKEL: Pewnie się gdzieś podziało, ale nie u nas [śmiech].
Skąd więc taka nazwa?
To proste. Chcieliśmy zaznaczyć, że ta płyta jest dla nas zupełnie nową opowieścią. Zaczynamy jakby od zera.
Podobnie się dzieje, gdy masz nową dziewczynę. Niby jest to kolejny związek, ale tak naprawdę czujesz, że wszystko jest inne, piękne i niesamowite.
To dlatego zdecydowaliście się po raz pierwszy nagrywać we własnym studiu?
Dokładnie. Wcześniej pracowaliśmy w wielu miejscach, głównie w Paryżu i Londynie. Nagrywanie na swoim to jednak zupełnie nowe doświadczenie. Z tego samego powodu tym razem nie zaprosiliśmy do produkcji Nigela Godricha. Chcieliśmy znowu poczuć ten klimat z naszych początków, gdy byliśmy pod tym względem samodzielni. Z tą różnicą, że wiele się od tamtego czasu nauczyliśmy.
"Love 2" brzmi jak kombinacja wszystkich elementów i stylów, jakie przyniosły wam sławę, od "Moon Safari" do "Pocket Symphony". Takie było założenie?
Gdy komponujemy, nie mamy żadnych założeń. Nie wiemy, gdzie nas muzyka poprowadzi. Nie myślimy za bardzo, dajemy się za to ponieść uczuciom. Każdy utwór jest dla nas nową podróżą. To prawda, że skorzystaliśmy ze wszystkich instrumentów, jakie pojawiały się na naszych wcześniejszych albumach. Tylko czy malarz przy każdym kolejnym obrazie wymyśla czy wybiera nowe kolory? Ale nie możesz tego albumu słuchać w kontekście poprzednich. Jak mówiłem, to zupełnie inna opowieść.
Więcej na Onet.pl
Niczym nieograniczeni
09 października 2009
Szóste studyjne dzieło Jean-Benoit Dunckela i Nicolasa Godina to artystycznie najbardziej niezależna płyta w historii Air. Nie dość, że powstała w należącym do muzyków paryskim studiu Atlas, to jeszcze oni sami zajęli się jej produkcją, nie korzystając tym razem z usług Nigela Godricha.
W efekcie powstał album bardziej różnorodny od swojego wysoko cenionego poprzednika "Pocket Symphony". Spora w tym zasługa silniej zaakcentowanej obecności perkusisty Joeya Waronkera, który dodał takim utworom jak "Eat My Beat" czy "Be a Bee" bardziej rockowego kolorytu. Duet nadal potrafi jednak w wyjątkowy sposób malować subtelne minimalistyczne dźwiękowe krajobrazy. Niekiedy przywodzą one na myśl dokonania samego Vangelisa, innym razem kojarzą się z Pink Floyd, zahaczają o trip-hop czy nawet jazz. A że nie jest to dzieło na miarę kultowego debiutu "Moon Safari"? Nie wszystko, co dobre, musi być od razu przełomowe.
O okolicznościach powstania "Love 2" i wyjątkowych uczuciach, jakie się z tą płytą wiążą, opowiedział Jean-Benoît Dunckel.
Skoro jest "Love 2", to gdzie się podziało "Love 1"?
JEAN-BENOIT DUNCKEL: Pewnie się gdzieś podziało, ale nie u nas [śmiech].
Skąd więc taka nazwa?
To proste. Chcieliśmy zaznaczyć, że ta płyta jest dla nas zupełnie nową opowieścią. Zaczynamy jakby od zera.
Podobnie się dzieje, gdy masz nową dziewczynę. Niby jest to kolejny związek, ale tak naprawdę czujesz, że wszystko jest inne, piękne i niesamowite.
To dlatego zdecydowaliście się po raz pierwszy nagrywać we własnym studiu?
Dokładnie. Wcześniej pracowaliśmy w wielu miejscach, głównie w Paryżu i Londynie. Nagrywanie na swoim to jednak zupełnie nowe doświadczenie. Z tego samego powodu tym razem nie zaprosiliśmy do produkcji Nigela Godricha. Chcieliśmy znowu poczuć ten klimat z naszych początków, gdy byliśmy pod tym względem samodzielni. Z tą różnicą, że wiele się od tamtego czasu nauczyliśmy.
"Love 2" brzmi jak kombinacja wszystkich elementów i stylów, jakie przyniosły wam sławę, od "Moon Safari" do "Pocket Symphony". Takie było założenie?
Gdy komponujemy, nie mamy żadnych założeń. Nie wiemy, gdzie nas muzyka poprowadzi. Nie myślimy za bardzo, dajemy się za to ponieść uczuciom. Każdy utwór jest dla nas nową podróżą. To prawda, że skorzystaliśmy ze wszystkich instrumentów, jakie pojawiały się na naszych wcześniejszych albumach. Tylko czy malarz przy każdym kolejnym obrazie wymyśla czy wybiera nowe kolory? Ale nie możesz tego albumu słuchać w kontekście poprzednich. Jak mówiłem, to zupełnie inna opowieść.
Więcej na Onet.pl


